A może powalczymy w błocie?
May 3rd, 2006 by Gregory
Eska Fuji Film BikeMaraton – Wrocław 30. 04. 2006
To pierwszy maraton mtb w tym sezonie. Będzie można wreszcie zobaczyć jakie efekty przyniosły przygotowania zimowe w dyscyplinie w której startuję najdłużej i mogę się porównać z innymi. Znajomość trasy na pewno będzie atutem. Z objazdu wynika że trasa jest łatwa więc, nie powinno być specjalnych trudności.
Poranne zimno (7 C) i padający wcześniej deszcz nie napawały radością. Szybki start w tłumie. I niemal po starcie pierwsze spotkanie z błotem. To błoto będzie mottem tego maratonu. Miejscami rozmoknięte iły wzgórz Trzebnickich uniemożliwiały jazdę, ba nawet prowadzenie roweru było momentami niemożliwe. Zmuszeni do niesienia rowerów żartowaliśmy, że miały być robione zdjęcia w kurzu.
Z powodu uderzenia w kolano w czasie wywrotki nie decyduję się tym razem na długi dystans. Najszybciej jak mogę jadę do mety po drodze korzystając z cienia aerodynamicznego pędzącej grupy kolarzy. Jeszcze tylko taktyczne podejście do finiszu i udaje mi się, krzycząc, objechać jednego z nich, akurat z mojej, jak się okazało kategorii. Na resztę nie miałem już sił. W efekcie 8 miejsce w kategorii i 60 open. To chyba najlepszy mój wynik. Niestety kontuzja kolana okazała się poważniejsza niż myślałem i najbliższe starty stoją pod znakiem zapytania.






[...] się to 267 miejscem na dystansie 60 km i 76 w kategorii. No cóż czasy gdy byłem tutaj 8 [...]