Fraszka fraszka i po fraszce
Feb 25th, 2007 by Gregory
Ostatniej niedzieli byłem na zapowiadanej już od jakiegoś czasu Fraszce. Pomysł powstał po zakończeniu mini Nocnej Masakry w tamtym roku. Ot taka mała zabawa w martwym nieco sezonie i teoretycznie zimowej pogodzie.
Faktem było lekko na plusie, jakieś może 7-8 C. Do bazy dojechaliśmy prawie w ostatnim momencie co zaowocowało nie pobraniem opisów do punktów kontrolnych. No taki dość ważny błąd zwłaszcza jak punkty są trochę pochowane. Jakoś po rozdaniu map nie ma nikogo znajomego na rowerze w zasięgu wzroku. Jadę sam.
Analiza trasy i jadę przeciwnie do kierunku wskazówek zegara. Początkowo nie mogę sobie skalibrować mapy do rzeczywistości i błądzę. W efekcie dojeżdżam do 21PK ( mojego pierwszego) w tym samym czasie co dochodzą do niego piechurzy. No wstyd normalnie.
Potem już jakoś idzie, mniej więcej. Największe problemy mam po 13PK , mapa nie pokazuje w ogóle dróg w tym miejscu, przedzieram się więc na przełaj przez las. Drogę przecina mi w pewnym momencie dość głęboka i szeroka rzeka. Szczęśliwie znajduje leżący nad nią konar drzewa. Kilka razy prawie udaje mi się spaść.
Ale tracę w efekcie poczucie orientacji. Znowu nie wziąłem kompasu, to błąd.
Nie jestem pewny gdzie jestem więc krążę po lesie usiłując się zlokalizować na mapie. Szukanie 12PK nastręcza duże trudności. Wreszcie decyduje się na wjechanie na niego od najłatwiejszej nawigacyjnie strony. Taaak, stałem przed chwila 5 m od niego. Tylko dlaczego zrobiłem dodatkowo 5km zamiast 5 m? To pozostanie zagadką do końca.
Mijam Dominika i Marka dzielą się ze mną swoimi opisami trasy i teraz idzie już jak po sznurku. Błotnista droga wielokrotnie nie ułatwia zadania, ale wspaniałe widoki poprawiają samopoczucie. Pogoda miała być zimowa a to raczej taka wczesna wiosna, podobnie bywa czasem na wiosennym Harpaganie. To mój debiut w Dolinie Baryczy. Na pewno tu jeszcze wrócę.
Wreszcie wzgórze Joanny. Zjazd błotnistą niby ścieżką kończy się z buta. Zmęczenie też daje znać. Dojeżdżam do ostatniego 1PK. Szukam w zagajniku. No nie ma go. Co jest grane? Zmęczony jestem czy co? Kilka razy z rowerem na plecach idę przez ten zagajnik w te i we wte. No nic poddaję się. W bazie zgłaszam brak tego PK, a ponieważ jest blisko więc podjeżdżamy z Marcinem Drewniakiem go lokalizować. No albo on albo ja. Okazuje się jednak PK nie ma , więc zaliczają mi ten PK. Ile czasu na to straciłem? Nie mam pojęcia, na pewno ponad 30 minut.
Przejechałem w sumie 67 km w 5 godzin 12 minut. Ale rowerem to zajęło 3 godziny 58 minut reszta to chodzenie z buta. Zakończeniem jest to że jestem najszybszy z rowerzystów.
Ale to rekreacyjna impreza i nie ma, ani wielkiej konkurencji ani specjalnej klasyfikacji.
- Moje zdjęcia.
- Więcej na forum Fraszki







Iii tam gdyby nie te 3 dodatkowe PK piesze to byśmy cię objechali
.
Gdyby babcia miała wąsy….
[...] jaki w poprzednim roku Marcin Drewniak z Artemis organizuje Fraszke – lekki rajd na orientacje w okolicach [...]