mini Nocna Masakra 2007 relacja
Dec 7th, 2007 by Gregory
W ostatnia sobotę była mini nocna masakra.
Tak jak i w poprzednim roku, zapragnąłem i w tym pojeździć w grudniu po ciemku. Na nocną mini masakrę wypada pojechać. Start zaplanowany na 17:00 niestety dojeżdżam na jakąś 18:00. Nikogo nie ma. Stoi tylko Marek. Czeka na mnie. Gadamy. Waham się czy startować. Sam?
Około 18:45 nadjeżdża Marcin Drewniak, Marek wraca do domu do Obornik, daleko nie miał
. Podejmuję decyzję. Męską. Przebieram się.
mini nocna czas zacząć
No to jadę. Jest ciepła noc, momentami nadmiar wilgoci powoduje utrudnienia w widoczności. Okulary parują. A PK kontrolne znajduję z niemałym trudem w tych warunkach. Lampki z trudem oświetlają leśne mleko.
ciemna droga
Przed 4PK doganiam pierwszy raz innych. Wystartowałem przecież 2 godziny po nich, więc co oni tu robią? Grupa czerwonych światełek miga z daleka. Mijam ich. Ale nie trafiam w drogę. Muszę się wrócić. Wyprzedzam ich na 4PK. I zmykam dalej.
A dalej jest lepiej, już nie po lesie tylko asfalcik i asfalcik
. Z lekkim problemem znajduje schody przy których jest 5PK. (Jakie schody? po ciemku nic nie widać.) Uraz. Świeżo naprawiony hamulec ulega ponownie awarii.
No cóż.
Jeszcze zamek wkoło (7PK) i na cmentarze (8 i 9 PK). Tu mała przygoda z szukaniem bo znowu nic nie widać, ale znicze pomagają w nocy. Tylko te ujadające psy w oddali…. Znajduję oba, ba.
PK na cmentarzu brrr
Teraz droga którą wybieram zmienia się w maź, nie da się jechać, grzęznę w błocie. No normalnie masakra, ale mini
i nocna.
Jeszcze tylko sosna pod która są części rowerowe (10PK), (po co ktoś umieścił tam części rowerowe?) Może to zapasowe jak by co? A to dziki śmietnik. Jasne. I po sznurku do bazy. Meta.
Miała być jeszcze piesza. Ale startowałem późno i jeszcze do do mu daleko. Dałem sobie spokój. Może na właściwej masakrze więcej?
mapa miniNM2007 (1 MB)
Mój czas 2:52










[...] koleiny co raz powodują, że koło w nie wpada i prawie, prawie wywracam się. Od ostatniego wyjazdu cały czas mam zepsuty tylny hamulec, nie pomaga to, oj nie. Jakoś [...]