Rumunia na rowerze 2003 cz.5
Nov 30th, 2007 by Gregory
Brasov…
…to jedno z miast Siedmiogrodu, ale za nim do niego wjedziemy chcemy zobaczyc zamek Drakuli w Rasnowie. Z przewodnika Pascala wynika, że są dwa. Jeden bardziej oblegany przez turystów, a drugi bardziej malowniczy. Wybieramy ten bardziej malowniczy. Na miejscu zastajemy tylko kupę śmieci, dwie bramy i kilka murów w ruinie. Na kimś wychowanym na jurajskich zamkach nie zrobi to wrażenia. I jeszcze te śmieci. Rezygnujemy więc z oglądania tego pierwszego zamku.
Średniowieczna zabudowa Brasova i widok na niego ze wzgórza bardziej nam odpowiada. Spędzamy tutaj dzień i postanawiamy dokończyć nasza podróż po Bukowinie i jej Monastyrach.
Suczawa…
… wita nas przepięknym rankiem. Zabudowa miasta nie wzbudza takiego zachwytu jak Brasov, ale zwiedzenie pierwszego monastyru wprawia nas w pogodny humor. Na północ od Suczawy zwiedzamy jeszcze kilka monastyrów. Dragomirna, kosciółek w Patrauti, Voronet oraz na koniec Gura Humorului. Ciekawostką jest, że aby wejść na ich teren trzeba mieć zasłonięte nogi , ponieważ jest ciepło i większość ludzi podróżuje w krótkich spodenkach przed wejściem trzeba ubrać na siebie specjalną przepaskę.
Dojeżdżamy do rejonu gdzie znajdują się polskie wioski. Nocujemy w Domu Polskim w Paltinoasa.
Polskie wioski…
… są zamieszkane przez mówiących piękną polszczyzną Polaków. Zostali oni przewiezieni w te rejony z okolicach Cieszyna jeszcze przez Austriaków. Do pracy w pobliskiej kopalni soli i do wyrębu lasu. Pielęgnują oni polskie tradycje i język. Mamy okazję porozmawiać z kilkoma z nich, są bardzo sympatyczni i są po prostu Polakami z Rumunii tak jak my jesteśmy Polakami z Polski.
W miejscowości Solonetu Nou przedzierając się przez kamieniste drogi, zastajemy wspaniałą drogę ufundowaną przez naszego prezydenta Kwaśniewskiego, chwila wytchnienia i znowu wspinamy się kamienistą drogą na skróty w kierunku ostatniego na naszej trasie monastyru Suczevita. Pomimo przejechania 60 km wyboistą i kamienną drogą znajdujemy się około 20 km od poprzedniego miejsca postoju co nie wprawia mnie w dobry nastrój.
Monastyr Suczevita…
… jest ostatnim na naszej trasie i został wybudowany najpóźniej ze wszystkich. Budowniczy umieścili w tej budowli wszystkie elementy architektury mołdawskiej jakie testowli w poprzednich projektach. Oglądany na końcu naszej podróży robi niesamowite wrażenie.
Trzeba wracać
Bez problemów przekraczamy granicę z Ukrainą. Wita nas szeroka droga i cyrylica. Pociąg do Lwowa jest osobowy. Odległość 350 km, wagony sypialne. Bierzemy ‘prysznic’ w toalecie. Podoba nam się ten system podróżowania, zamykamy się w przedziale i można się spokojnie wyspać bez obaw o dobytek. Na granicy z Polską zastaję tłumy ludzi, zanosi się na wielogodzinne czekanie. Większość z nich to “mrówki” przenoszą za każdym razem dozwolone (lub nie) ilości towarów na które ceny z jednej strony granicy są wyższe. Szczęśliwie są też turyści z plecakami. Przepycham się za nimi przez tłum, oni przechodzą ja grzęznę z rowerem. Jakoś się dostaję do końca tłumu i…jest bariera, nie da się przejechać, trzeba przenieść. Kilka osób pomaga mi przerzucić rower i sakwy. I w ten sposób bez kolejki i zbędnego czekania jestem znów w Polsce.
Teraz muszę się dostać do Jabłonki Orawskiej gdzie za dwa dni Maraton Danielki. Ale to już inna historia.
====
Zobacz też:
- zdjęcia z wyprawy
- relacja z wyprawy do Rumunii w 2005 roku
- relacja z wyprawy przez Rumunie w 2006 roku











