Wyprawa Rowerowa Kalkuta- Delhi – Epilog cz.12
Jun 13th, 2007 by Gregory
Po dwóch dniach z powodu nie mijającej biegunki decyduję się na pójcie do szpitala, na wydział chorób tropikalnych we Wrocławiu. W ciągu tygodniowego pobytu, przestrzegania ścisłej diety i serii badań, lekarze nie znaleźli przyczyny choroby, ale objawy uniknęły.
Prawie natychmiast po powrocie do domu, wszystko zaczęło się od nowa. Nie decyduje się już na szpital, korzystam z przychodni. Przestrzegam ścisłej diety, kleiki na mleku i wodzie, kakao, jagody, gotowana marchewka, dieta bezglutenowa.
Po trzech tygodniach od powrotu z Indii moja waga w porównaniu z tą przed wylotu jest mniejsza o 10 kg.
Próbuję wszystkiego, zażywam leki na wszystkie choroby jelit, i układu trawienia. Aptekarz podpowiada przyczynę w psychice, lekarz psychiatra przepisuje leki, po których spię 14 godzin. Biegunka nie przemija, porzucam te leki i wszelką nadzieję.
W połowie czerwca, 3 miesiące od powrotu z Indii, wszystko wciąż trwa. W gruzach leżą moje plany o wzięciu udziału w Ultramaratonie w Świnoujściu na 765 km, w tym stanie zdrowia nie ma szans na taka imprezę. Odwiedza mnie znajomy i proponuje wizytę u bioenergoterapeutki, która przyjmuje we Wrocławiu. Umawiam się na wizytę i po dwóch spotkaniach w ciągu dwóch tygodni wszystko mija. Postawiona diagnozę: to “coś ” w nerkach. No tak o tym nikt nie pomyślał, nerek nie leczyliśmy.
Wracam do zdrowia. Poinformowany o tym aptekarz natychmiast umawia się z terapeutką w “swojej sprawie”. Ja wracam do zdrowia.
W zasadzie cały 2004 rok mogę uznać za stracony z punktu widzenia rowerowych osiągnięć, ale jestem już zdrowy i to jest najważniejsze. W Ultramamratonie w Świnoujściu ostatecznie startuję poprawiając swój ubiegłoroczny czas na 510 km. Na dystans 765 km się nie decyduję. We wrześniu trzeci raz idę na seans, aby dokonać “poprawki”.





